Wraca nowe, czyli jak (znów) zostałem krótkofalowcem.

Moja przygoda z radiem zaczęła się w niejasnych okolicznościach mniej więcej dziesięć lat temu. O istnieniu klubu krótkofalarskiego w Zakopanem dowiedziałem się dzięki Wiktorowi – obecnie znanemu szerszemu gronu pod znakiem SQ9WTF [What’s The Frequency!].

Uczęszczaliśmy tam regularnie przez kilka lat, przyciągani magnetycznym urokiem tęchnącego kalafonią i butwiejącymi papierami poddasza zakopiańskiego kina “Sokół”, na którym mieści się do dziś ów przybytek. Na wielkim blacie pod oknem stały dwie radiostacje i komputer z już wtedy archaicznym Windowsem 95.

Nie pamiętam dokładnie chwili w której pierwszy raz usiadłem przed ogromnym, lampowo-tranzystorowym iCom’em na pasmo KF, jednak nigdy nie zapomnę uczucia towarzyszącego powolnemu prześlizgiwaniu się przez kolejne częstotliwości. Odkryłem wtedy istnienie jakiegoś tajemniczego świata wypełnionego szumem, przeróżnej maści wizgami, świstami i raz to narastającymi, raz zanikającymi gdzieś w przestrzeni transmisjami nadawanymi nie wiadomo skąd, nie wiadomo gdzie ani przez kogo…

W tamtym czasie niezbyt dokładnie wiedzieliśmy czemu to wszystko służy, ale wystarczała nam nasza dziecięca fascynacja tymi wszystkimi pokrętłami, wskazówkami i walającymi się po kątach wszelkiej maści aparatami nieodgadnionego dla nas wówczas przeznaczenia. Oprócz naszej gwarnej gawiedzi w radioklubie pojawiała się również ówczesna elita podhalańskich krótkofalowców. Wiekowi panowie rozprawiali o wyższości jednych anten nad innymi (i dosłownie i w przenośni), tworząc smutne wrażenie przemijającej epoki. Z roku na rok towarzystwa ubywało i po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że czas dać sobie spokój…

I tak po latach, kiedy w zasadzie już zapomniałem o tym starym hobby i spisałem je na straty – duch krótkofalarstwa niczym feniks z popiołów odżył w Krakowie i za sprawą ludzi związanych z Hackerspace oraz klubem turystyczno radiowo astronomicznym “Ryjek” (SP9KGP), młodych krótkofalowców zaczęło stopniowo przybywać. Tak więc, powodowany mieszanką mistycznych wspomnień z dzieciństwa i dobroczynnym wpływem moich najbliższych przyjaciół, którzy już w większości albo mają licencje, albo są na etapie jej pozyskiwania, postanowiłem również zdać egzamin i dołączyć do elity :).

Egzamin

Już z daleka widoczne anteny informowały o bliskości gmachu Urzędu Komunikacji Elektronicznej w Siemianowicach Śląskich. Czytelne strzałki doprowadziły mnie do głównego budynku, a na wejściu powitał mnie miły ochroniarz wskazując miejsce, gdzie mogłem spokojnie zaczekać na egzamin.

Czas upłynął szybko na rozmowach z innymi uczestnikami. Ogółem było nas sześciu i po podpisaniu listy obecności zostaliśmy zaprowadzeni przez trzyosobową komisję egzaminacyjną do świetlicy, w której miał odbyć się egzamin.

Punktualnie o dziesiątej przewodniczący rozpoczął prezentację dotyczącą przebiegu egzaminu, kodowania prac, etc.. Wkrótce potem wylosowałem swój arkusz, a już pięć minut później wyszedłem z sali. Kiedy wszyscy skończyli pisać przyszła kolej na tegoroczną nowość: Część praktyczną.

Tak naprawdę nie klasyfikowałbym praktyki jako egzaminu, który jest kojarzony przez większość ludzi z raczej nieprzyjemną koniecznością, lecz raczej jako bardzo miłą pogawędkę z wplecionymi w nią elementami wiedzy krótkofalarskiej.

Z konkretów o które (jeśli w ogóle można tak to ująć) zostałem “zapytany” mogę wymienić:

  • Przeliterowanie angielskim alfabetem frazy “SP9ZAKOPANE” – czemu akurat Zakopane? Rozmowa zaczęła się od luźnego pytania o krótkofalarski background, moim był klub SP9PTG, który był znany egzaminatorom ;)
  • Czy spotkałem się z raportem RSV? (RS – wiadomo, ale V?. Komisja sama wtrąciła, że chodzi o telewizję amatorską. Kiedy wspomniałem, że spotkałem się z SSTV i wymieniłem zakresy dla RS, pokiwali głowami i nasza miła rozmowa  potoczyła się dalej)
  • Na deser zostało opowiedzieć mi jak wygląda typowa łączność foniczna i które jej elementy są niezbędne, żeby została zaliczona. Moja odpowiedź: Zaczynamy od zapytania czy częstotliwość na której mamy zamiar rozmawiać jest wolna. Jeśli jest, możemy przystąpić do wywołania ogólnego (lub jakiegoś konkretnego rozmówcy używając jego znaku). Kiedy ktoś odpowie, wymieniamy się znakami i raportami cztytelności (te dwa elementy są obowiązkowe do zaliczenia łączności). Dodatkowo możemy podać jeszcze takie informacje jak nasze imię oraz lokalizację (słownie lub używając QTH locatora). W dobrym tonie jest zakończenie łączności pozdrowieniami (55, 73 a czasami nawet 88).
  • Jako, że wspomniałem “dodatkowo” o wymianie kart QSL po łączności, zostałem jeszcze dopytany o znaczenie QSLN [nie chcemy karty], co zostało mi zaliczone jako czwarte i ostatnie pytanie

Przed wszystkim wydawało mi się, że jestem beznadziejnie przygotowany, a i tak zdobyłem 100% dostępnych punktów (20 test i 25 praktyka). Nie ma się więc zupełnie czego obawiać!

Na podstawie rozmów z pozostałymi uczestnikami mogę udzielić kilu rad/informacji:

  • Warto porządnie nauczyć się angielskiego literowania i podstawowych kodów Q (i nawet nie pod kątem samego egzaminu, a dalszej praktyki operatorskiej)
  • Podstawą jest zrobienie dobrego wrażenia™. Warto więc wplatać jakieś dodatkowe informacje od siebie, pokazując, że wie się więcej
  • … ale też nie zagadać się za bardzo (ja zapomniałem na koniec zapytać o wynik i musiałem się wracać)
  • Nikt tam nikogo nie zamierza “uwalać”. Wyluzuj!
  • W części teoretycznej kolejność odpowiedzi w pytaniach również jest losowa (czego nie mają testy na PZK – innymi słowy nie warto przyzwyczajać się, że gdzieś jest “A” a gdzieś indziej “B”, bo w naszym teście i tak będzie losowo)
  • Praktyka zajmuje 3-6min na osobę

Inne pytania które zapamiętałem:

  • Przeliterować wybranym przez siebie alfabetem (ang/pol) “Siemianowice Śląskie”, jak literujemy Ś? [pomijamy wszelkie ogonki, kreski i inne udziwnienia typograficzne]
  • Co to jest służba drugiej ważności? [Wystarczy wiedzieć, że służba pierwszej ważności może żądać ochrony przed szkodliwymi zakłóceniami ze strony stacji innych służb drugiej ważności]
  • Otrzymałeś raport 59 a chwilę później 56 jaka jest różnica twojej siły nadawania? [Odpowiedź: trzy. ;)]

Muszę przyznać, że UKE jest najbardziej przyjaznym urzędem z jakim w ogóle miałem w życiu styczność, dlatego wszystkim przystępującym do egzaminu w maju życzę jedynie odwagi i szczęścia. Do usłyszenia w eterze!